W ostatni weekend byliśmy świadkami kolejnych osiągnięć na „jedynie słusznej drodze”, którą z ufnością kroczą narody UE.
Unia podjęła ostateczną decyzję o wprowadzeniu od połowy tego roku embarga na zakupy ropy naftowej z Iranu. Dzięki tej „mądrej” decyzji świat znalazł się o jeden krok bliżej wybuchu III Wojny Światowej. Przyciśnięty do muru Iran może bowiem dać się sprowokować i dostarczyć Zachodowi pretekstu do zbrojnej agresji. Wprowadzone sankcje uderzą też najdotkliwiej w południowe kraje UE, takie jak Grecja i Włochy, gdyż są one znacznie uzależnione od dostaw tego surowca z Iranu.
W niedzielnym referendum Chorwaci powiedzieli Unii TAK! Co prawda nie poszło to tak gładko jak swego czasu w POlszewii (III RP), niemniej jednak cel został osiągnięty. Chorwacja stanie się 28 członkiem „ekskluzywnego klubu bogatych” w połowie 2013 roku, oczywiście pod warunkiem, że ten „klub” będzie jeszcze wtedy istniał.
O ile w POlszewii referendum odbywało się swego czasu w radosnej pierwszomajowej atmosferze, o tyle w Chorwacji polała się krew, były zamieszki i aresztowania (1). Na szczęście „porozumienie ponad podziałami” wszystkich „poważnych” partii politycznych i energiczne poparcie Kościoła Katolickiego (1) umożliwiło osiągnięcie jedynego akceptowalnego wyniku. Według wstępnych informacji 66% biorących udział w głosowaniu opowiedziało się za „naszym wspólnym domem”. Frekwencja w referendum wyniosła 44% (1), co pozwala łatwo skalkulować, że decyzję o likwidacji suwerennego państwa chorwackiego podjęło 29% jego populacji. W tym momencie można by dywagować po co była Chorwatom katastrofa wojny domowej i rozbicie Jugosławii, jeśli w niecałe dwie dekady później sami dobrowolnie zrezygnowali ze swej niepodległości. Trudno żądać od „nowoczesnego” społeczeństwa z początków XXI wieku, jakim niewątpliwie są Chorwaci, by zajmowało się tak abstrakcyjnym myśleniem. Najważniejsze, że zarówno wtedy jak i teraz podjęta została decyzja zgodna z interesami Niemiec.
Wydaje się również słusznym, by w przyszłości nasi unijni władcy ograniczyli obowiązek referendów do grona „odpowiedzialnych” przedstawicieli poszczególnych nacji w Brukseli. W końcu cóż to za różnica czy „jedynie słuszną decyzję” podejmie 29, 10, czy 1% populacji. Najważniejsze, że jest ona „jedynie słuszna” i „demokratyczna”.
Niestety nie wszyscy w UE postępują w sposób „demokratyczny”. Fatalnie w tym aspekcie prezentują się Węgrzy. Nie dość, że usiłowali wprowadzić u siebie „niedemokratyczną” konstytucję, to na dodatek popierają oni „dyktatorski” rząd Viktora Orbana. Na jego wezwanie odbyła się w Budapeszcie demonstracja poparcia. Rząd spodziewał się stu tysięcy uczestników, a o zgrozo pojawiło się na demonstracji czterysta tysięcy (2). Czterysta tysięcy wrogów „demokracji” w samym tylko Budapeszcie, to straszne! Na dodatek demonstranci nieśli między innymi transparenty w języku angielskim, z następującym sloganem (3):
Colonialism=Soviet tanks, Western banks
Udowodnili tym sloganem wszem i wobec, że Węgrzy zrozumieli już istotę „transformacji ustrojowej” z okresu upadku bloku sowieckiego. Jeśli tak dalej pójdzie to wszyscy Węgrzy zostaną objęci mianem „niedemokratycznych”. A co to oznacza, poznali już dobrze „dyktatorzy” wszelkiej proweniencji. Wrogowie „demokracji” wyjęci są bowiem spod prawa. Można ich bezkarnie mordować, można na nich polować jak na dzikie zwierzęta, rzucać na głowy ich dzieci i wnuków bomby (Kadafi), mordując przy okazji, w charakterze tak zwanej collateral damage, przypadkowych sąsiadów. Parafrazując towarzysza Stalina: „Przed karzącą ręką demokracji nie ma ucieczki!”. Zachód ma już w tej dziedzinie spore doświadczenia. Podczas II Wojny Światowej, kategorię taką określano mianem „podludzi”, których to zachodni „nadludzie” mogli swobodnie eksterminować. Ponieważ jednak idea narodowo-socjalistyczna nieco się zdyskredytowała, współcześni niebiescy socjaliści wprowadzili nową nazwę: „wrogów demokracji”.
Wszystko wskazuje na to, że Unia będzie zmuszona podjąć energiczne działania w sprawie obrony „demokracji”. Jej wrogowie zaczynają rozprzestrzeniać się bowiem we wschodnioeuropejskich koloniach. Z Rumunii zaraza „niedemokratyczności” przerzuciła się na sąsiednią Mołdawię, gdzie demonstranci zarzucają swemu rządowi wysługiwanie się Zachodowi i niszczenie rodzimej gospodarki (3). Na szczęście nasza POlszewia jest tak demokratyczna jak tylko może być bydło w zagrodzie. Dzięki czemu nie grozi nam chyba żadna „demokratyzująca” pacyfikacja.
Unia będzie musiała rozwiązać nie tylko problemy na osi wschód-zachód, ale również północ-południe. Zaostrzenie sytuacji na tym kierunku powodowane będzie dalszą degrengoladą eurolandu i brutalnym wdrażaniem przez Berlin „pakietów oszczędnościowych” uderzających głównie w kraje południa. Dodatkowa utrata przez te kraje źródła energetycznego jakim są dostawy ropy irańskiej, może dobić te gospodarki i skatalizować jeszcze gwałtowniejsze rozprzestrzenianie się tam „wrogów demokracji” oraz wszelkich innych „populistów”.
Nie zrażeni tym wszystkim unijni przywódcy z determinacją szaleńców realizują swe obłędne programy. Budują kolejne kondygnacje „europejskiego domu” nie zważając na fakt, że jego fundamenty już trzeszczą w szwach. Im więcej kondygnacji zdążą dobudować tym bardziej traumatyczny będzie nieunikniony rozpad tej konstrukcji. Z kolei to powinno spowodować tyle chaosu, że nawet nasi miłujący Ordnung zachodni „bracia”, nie będą w stanie go opanować.
Naszym oprawcom może się znów powinąć noga, dając szansę na wyrwanie się z obecnej matni. Warunkiem sine qua non odniesienia sukcesu jest zmobilizowanie się wszystkich Polaków, którzy już obecnie stanowią mniejszość pośród polskojęzycznego euro-bydła w POlszewii.
Polacy powinni postarać się tym razem postępować pragmatycznie, bez emocji, a przede wszystkim kierować się własnym rozumem, nie licząc na mądrych przyjaciół z zewnątrz, którzy już wszystko dla nas załatwią. Scenariusz z przeszłości nie może się powtórzyć, choć nasi „przyjaciele” z pewnością będą go chcieli ponownie rozegrać, licząc na polską głupotę i naiwność. Tak jak to w 1989 roku było, wylezą wtedy z krzaków „autorytety moralne” przestrzegające przed „nienawiścią i zemstą”. Jako prawdziwi chrześcijanie musieliśmy nadstawić wtedy „drugi policzek” i „dobrem zło zwyciężać”. W międzyczasie oni prze-werbowali się ze „wschodu” na „zachód” i jeszcze mocniej nas za mordę wzięli.
Decyzję o tym jak teraz postępować powinien podjąć świadomie każdy z nas Polaków i Katolików. Jeśli nastąpi to w sposób rozumny a nie pod wpływem emocji i manipulacji, będzie to przynajmniej fair. Wtedy konsekwencje swej decyzji każdy będzie słusznie osobiście konsumować.
Moje spojrzenie na sprawę jest następujące:
1. Zachód nigdy nie był, nie jest i nie będzie naszym sprzymierzeńcem. Jedynie co nas łączyło w przeszłości to wspólne chrześcijańsko-łacińskie korzenie. Dziś w post-chrześcijańskiej dobie zarówno Zachodu jak i Polski, nawet te stały się przebrzmiałą historią.
2. Zachód od zawsze wykorzystywał Wiarę Chrześcijańską w charakterze zasłony dymnej dla swych zbrodni. Tylko dzięki genialnemu Mieszkowi I, który wymanewrował Zachód poprzez przyjęcie Chrześcijaństwa z rąk naszych słowiańskich braci, uniknęliśmy losu Prusów, czy Serbołużyczan. Od upadku Imperium Romanum, Zachód realizuje identyczny scenariusz, traktując wiarę instrumentalnie na swe potrzeby, podczas gdy my bierzemy tą taktykę za dobrą monetę. Poprzez oś historyczną Cedynia-Grunwald-Reformacja-Odsiecz Wiedeńska-Kolonializm przewija się jeden i ten sam wątek. Ten kto o tym zapomina skazuje się automatycznie na klęskę.
3. Jedynymi naszymi potencjalnymi sojusznikami w walce o wolność i godne życie mogą być wyłącznie narody Europy Środkowej, które mają podobne doświadczenia historyczne.
4. Literalne stosowanie słowa ewangelicznego do rozwiązywania praktycznych problemów politycznych może prowadzić tylko do totalnej klęski. W moim odczuciu Zachód, a w szczególności Niemcy wyczerpali swój limit prób pojednania i autentycznej partnerskiej współpracy. Każda próba chrześcijańskiego ich traktowania skutkowała kolejną zdradą i zbrodnią w stosunku do nas. Czas na zaprzestanie „nadstawiania policzków” i zastosowania przy najbliższej nadarzającej się sposobności starotestamentowej zasady „oko za oka”. Jeśli komuś to nie odpowiada powinien sobie zdać sprawę, że przekreśla w takiej sytuacji jakiekolwiek szanse dalszej egzystencji naszego Narodu i Państwa, a jedyne co sobie pozostawia to oczekiwanie na Sprawiedliwość Pańską w dniu Sądu Ostatecznego.
5. Zachód nigdy nie mógł szczycić się wyższością w stosunku do naszego Narodu i to na przekór pychy która kazała mu takową demonstrować. „Kto się wywyższa będzie poniżony”-również w tym aspekcie istnieją tylko dwie alternatywy albo przy pierwszej okazji wtłoczymy pyszne zachodnie gęby w błoto, tak jak to nam ciągle fundowano, albo poczekamy z tym na koniec świata.
Pewny jestem, że wśród większości naszych współczesnych Polaków-Katolików powyższe stwierdzenia wywoływać mogą jedynie negację. Czyżby społeczeństwo III RP było aż tak święte? Wydaje się raczej, że postawę taką można przypisać daleko posuniętemu zindoktrynowaniu. Aby nie być gołosłownym, chciałbym to udokumentować porównaniem ze społeczeństwem II RP, które z całą pewnością można uznać za bardziej chrześcijańskie od obecnego. Oceny tej pragnę dokonać poprzez oczy osoby postronnej jaką była Włoszka Luciana Frassati-Gawrońska. Była ona żoną polskiego dyplomaty oraz współpracowniczką II Wydziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (wywiadu-kontrwywiadu). W swych wspomnieniach zatytułowanych „Przeznaczenie nie omija Warszawy” daje ona tego historyczne świadectwo bez zbędnych emocji, którymi my Polacy zawsze się będziemy kierować.
Z racji swego obywatelstwa mogła ona swobodnie poruszać się po niemieckiej Europie, jak również spotykać się z głównymi graczami owego okresu. Regularnie zdawała ona sprawozdania „swojemu” Il Duce, z których to sporządzała pisemne notatki dla polskiego wywiadu. Dzięki tej praktyce nie musiała polegać na zawodnej pamięci referując tego typu spotkania w swej książce. Jednym z zadań, którym ją obarczono było rozprowadzanie w Generalnej Guberni pomocy papieskiej dla umęczonych Polaków. Germanofil i wróg Polaków, ówczesny Papież Pius XII chcąc zapewne załagodzić niesmak jaki w owym okresie musiał budzić jego paradygmat w tym zakresie, postanowił wesprzeć Polaków darami. Luciana Frassati na jednej z prywatnych audiencji zmuszona była poinformować Jego Świątobliwość, że „krnąbrni” Polacy nie chcą przyjmować tej pomocy, a to ze względu na Jego stosunek do naszego Narodu (4). Sytuacja ekonomiczna w Generalnej Guberni była nieporównywalnie gorsza od tej w III RP, pomimo to nie zmieniło to postawy Narodu, który jeszcze wtedy wiedział co to znaczy honor. Daleko posunięta niechęć do Namiestnika Chrystusowego owego czasu nie wpłynęła negatywnie ani na ich „katolickość”, ani na inne cechy istotne z punktu widzenia prawdziwego człowieka. W tym kontekście niewytłumaczalnym jest fakt całkowitej niemożności krytycznej oceny politycznego działania współczesnych hierarchów przez „prawdziwych polskich katolików”. Brak takiej umiejętności gwarantuje podejmowanie przez naszych „patriotów” błędnych decyzji, które zaciążą fatalnie na naszej przyszłości.
Przy okazji omawiania tej książki, warto zwrócić jeszcze uwagę na poruszony przeze mnie aspekt zachodniej pychy. Luciana Frassati opisując rzeczywistość GG z niesmakiem wspomina słynne napisy na drzwiach wejściowych obiektów służących wyłącznie „rasie panów”, takich jak: „Polakom i psom wstęp wzbroniony”. Prawdziwą irytację wywoływał jednak znacznie „łagodniejszy” napis: „Nur für Deutsche”. Jak to! –pisała- to przecież oznacza, że również Włochom nie wolno tam wchodzić. Patrząc nieco głębiej na jej zachowanie widzimy, że zrównanie Polaków z psami nieco ją degustowało, ale dopiero „wykluczenie” Włochów (nota bene mimowolne) powodowało u tej zachodniej-Europejki odruchy buntu. A mowa tu przecież o „brudnej Włoszce” a nie „wspaniałej” Niemce, Dunce, czy Holenderce! Warto poważnie zastanowić się , czy z ludźmi, w których tak głęboko zakorzeniona jest pycha można w ogóle partnersko współżyć (o braterstwie już nie wspominając), a nie trzymać ich na odległość wyciągniętej pięści? Nie zapominajmy dodatkowo, że ta subtelna demonstracja, tkwiącego gdzieś głęboko w podświadomości poczucia wyższości, musiała być zakodowana w genach Lucjany. W końcu kobieta ta była żoną Polaka, któremu urodziła sporą gromadkę dzieci. Mieszkała w II RP, była długoletnią współpracowniczką polskiego wywiadu, dla którego niejednokrotnie z narażeniem życia wykonała (nieodpłatnie) wiele niezwykle ważnych zadań.
Wydaje się, że w oczekiwaniu na big bang, Polacy powinni przemyśleć dobrze paradygmaty nimi rządzące, by w momencie gdy przyjdzie czas działania nie stali się znów łatwym łupem doświadczonych zachodnich manipulantów.
(1) Euronews
(2) http://www.aljazeera.com/news/europe/2012/01/2012121185023515895.htm
(3) BBC News
(4) http://www.wiez.com.pl/?s__karta.id__60
Chorwacka Targowica i co z tego wynika
-
@Ignacy
-
@Autor
Porusza Pan tutaj kilka różnych zagadnień na raz i w związku z tym trudno jest krótko i zwięźle odnieść się do całości.
1. Co do ewentualnej wojny z Iranem, to "pozwolenie" na jakakolwiek akcję przeciw niemu zależy od Moskwy i od Pekinu (jednocześnie). Bo podobnie jak Syria (zaprzyjaźniona z Iranem i z Rosją), tak i Iran ("zaprzyjaźniony" z tymi dwoma plus jeszcze z ChRL) na tę chwilę jest nie do ruszenia.
(Mogę się mylić jedynie do tego, czy takie pozwolenie już wydano, czy dopiero ma być wydane czego nikt z nas nie wie). W kazdym bądź razie rozprawa z Iranem, to o wiele trudniejsze zadanie niż Irak czy Afganistan właśnie ze wzgledu na nieformalną koalicję wymienionych państw.
(Jeżeli po napisaniu tych słów USrael jednak uderzy, to odszczekam je bez mrugnięcia okiem)
2. Chorwacja - tutaj wszystko idzie zgodnie z planem dawno temu napisanym w Berlinie.
Ten kraj od wieków znajdował się w niemieckiej strefie wpływów więc sytuacja powoli wraca do punktu wyjścia (patrz 1914). Jeżeli Niemcy (z małego i dużego Reichu) zaślepione żądzą "posiadania" licznych "kolonii" w Europie wyciągną w swej głupocie rękę w stronę Bośni i Hercegowiny (również zamieszkałej przez Chorwatów) to mogą się spodziewać powtórki z historii. (Ale tym razem III wojna na kontynencie bedzie dla nich niczym III wojna punicka dla Kartaginy).
3. Najważniejsze zostawiam na koniec.
Panie Ignacy licząc na to, ze Polacy dobrze zrobią w decydującej i przełomowej chwili kierując się "rozumem" popełnia Pan taki sam błąd jak wszyscy "postępowcy" (zarówno z lewa jak i z prawa). Otóż zapewniam Pana, że Polacy aż nadto kierują się rozumem, a ten podpowiada, że jezeli po jednej i po drugiej stronie ma się (mały i duży) Mordor to trzeba iść na "współpracę" bo w przeciwnym razie grozi nam szybka i bolesna smierć (a tej kazdy chce uniknąć odsuwając ją do "świętego nigdy", chociaż wie, że przyjdzie ona na pewno).
Chcesz Pan coś zmienić, to odwołuj się do serc i uczuć Polaków. Graj na nastrojach (tak jak nasi przeciwnicy robią to ale w druga stronę). Przecież każdy srednorozgarniety człowiek wie, że w swoich politycznych wyborach (jak w miłości, ale też czasem w interesach w tym we wszystkich chybionych do czego nikt się nie przyznaje) ludzie kierują się uczuciem i namietnościami...a nie "rozumem".
Zresztą tego Narodu nie da się w żaden inny sposób wyrwać z "letargu rozumu".
Nasi przeciwnicy az chełpia się "mądrością" Polaków i mają rację, bo ta "madrość" gwarantuje im długie i spokojne rządy.
(Proszę nie powoływac się na przykład "Wielkopolan", bo nawet klęska Niemiec w listopadzie 1918 nie poderwała ich do czynu, i trzeba było prowokacji - przepraszam "fortelu" ze strony odrodzonej Ojczyzny, która "posłuzyła" się w tym celu Paderewskim. Trzeba było obudzić tę namietność, trzeba było "zapalić" tłumy...a więc odwołac się do ich uczuć.....Myślę, ze się rozumiemy)
Aha i jeszcze jedno. Te wstawki antykatolickie (tak ostatnio modne...ale) zupełnie nie potrzebne. Chyba że liczy Pan na pozytywny odzew ze strony "palikociąt"...ale ja bym nie liczył (do nich dociera sie tylko przez dialog dupy z batem).
Serdecznie Pozdrawiam
-
@do autora
Najśmieśniejsze, że ich rząd najpierw podpisał międzynarodowe porozumienie w sprawie przystąpienia do UE, a dopiero potem było rozpisane referendum. Coś mi to przypomina.
Piszę w lubczasopismach
-
25.01.2012 05:56
-
20.01.2012 20:49
-
15.01.2012 22:53
-
04.01.2012 22:13
Ostatnie notki
-
Chorwacka Targowica i co z tego wynika
W ostatni weekend byliśmy świadkami kolejnych osiągnięć na „jedynie słusznej drodze”, którą z...
23.01.2012 20:38 3 -
Najwyższy czas na NIE dla terroru politycznej poprawności!
Z przysłowiowego braku laku, unijni przywódcy uciekają się obecnie do popisów oratorskich. W...
19.01.2012 22:39 2 -
Kilka słów prawdy o naszych austriackich przyjaciołach
Niedawne obniżenie ranking Austrii z najwyższego możliwego poziomu AAA zaskoczyło wielu obserwatorów. ...
18.01.2012 20:43 12
Moje ostatnie komentarze
-
Dziękuje za lekcje ekonomii. Niestety nie mam przed sobą linku do informacji o której...
19.01.2012 23:19
-
Obawiam się, ze znalezienie rzetelnych informacji na temat III RP jest prawie niemożliwe....
19.01.2012 17:34
-
Widzę, ze Pańskie dane są z definicji prawdziwe i w związku z tym moje automatycznie są...
18.01.2012 22:47
-
Oczywiście zawsze trzeba probowac się dogadać z każdym nawet wrogiem. Mamy długą bo...
11.01.2012 19:31
-
dokładnie tak. A bank centralny MUSI być zależny od woli Narodu (parlamentu) ciągle i...
10.01.2012 18:47
Najpopularniejsze notki
-
Nareszcie to zrozumieliśmy; globalizm się nie sprawdził!
komentarze: 13
-
Kilka słów prawdy o naszych austriackich przyjaciołach
komentarze: 12
-
Węgierski kulturkampf
komentarze: 12
-
Co pozostanie z Polski?
komentarze: 11
-
Polski patriotyzm AD 2011 i co z niego wynika
komentarze: 6
Aktywne dyskusje
-
Chorwacka Targowica i co z tego wynika
komentarze: 3ostatnio: NROHIRRIM
-
Najwyższy czas na NIE dla terroru politycznej poprawności!
komentarze: 2ostatnio: ALEXY
-
Kilka słów prawdy o naszych austriackich przyjaciołach
komentarze: 12ostatnio: IGNACY
-
Węgierski kulturkampf
komentarze: 12ostatnio: ALEXY
-
A wszystko to dla dobra McDonaldsa!
komentarze: 2ostatnio: ALEXY


Pzdr
Krzysztof Rogalski